Sceny z życia małżeńskiego to nowy serial HBO będący reinterpretacją kultowego filmu Ingmara Bergmana z 1973 roku, o trudach współczesnego małżeństwa.

Jak wygląda życie gejowskiego małżeństwa? O tym w rozmowie z Joanną Cieślą opowiada reżyser operowy Michał Znaniecki, który w Hiszpanii wziął ślub ze swoim partnerem prof. Jonem Paulem Laką. Joanna Cieśla: Jak wygląda życie pary, która w jednym kraju jest małżeństwem, a w innym uznawana jest za dwoje obcych sobie ludzi? Michał Znaniecki: Mój mąż ma moje nazwisko w paszporcie i dowodzie, bo w Hiszpanii przy ślubie – i jedno-, i dwupłciowym – każda ze stron dokłada sobie nazwisko tej drugiej. Ja jednak nazwiska męża w dokumentach nie mam, bo mam tylko polskie obywatelstwo. Na terenie Hiszpanii mamy natomiast automatyczne i oczywiste prawo wzajemnego zasięgania informacji o stanie zdrowia w szpitalu, decydowania o leczeniu lub zaprzestaniu leczenia, jeśli chorujący nie może takiej decyzji podjąć. Ja mam też prawo do majątku męża w razie jego śmierci. Mój mąż w Polsce nie ma żadnego z tych praw. Mój majątek może przejąć, tylko jeśli zapiszę mu go w testamencie. W Argentynie, gdzie mam mieszkanie i gdzie chcemy wspólnie stworzyć festiwal operowy, regulacje są takie jak w Hiszpanii. (…) Miałoby dla pana znaczenie zalegalizowanie pana związku w świetle polskiego prawa? Tak, chociaż dla mnie osobiście w tej chwili nie jest to konieczne. Ale istnienie takiej prawnej możliwości zmienia świadomość ludzi, uspokaja emocje. Jednak z mojej perspektywy jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest legalizacja małżeństw jednopłciowych na takich samych zasadach jak małżeństw osób dwóch płci. Wyłącznie to daje poczucie zrównania całego społeczeństwa, specjalne regulacje antydyskryminacyjne nie mają sensu, pogłębiają tylko podziały. Cała rozmowa w najnowszej POLITYCE – dostępnej w kioskach, w wydaniu na iPadzie i w Polityce Cyfrowej. * Polecamy lekturze najnowszy numer i zapraszamy do dyskusji: Czy poparliby Państwo pomysł legalizacji w Polsce małżeństw jednopłciowych? Jest jeszcze historia gejowskiego małżeństwa (Andrew Scott i Brandon Kyle Goodman), które w odcinku siódmym ("Hers Was a World of One") chce adoptować dziecko młodej i bezdomnej z własnej
Darren i Joe są ze sobą od dwóch lat i wydaje się, że tworzą razem udany związek. Wszystko się zmienia, kiedy były chłopak Darrena robi film o początkach ich znajomości. Darren i Joe są ze sobą od dwóch lat i wydaje się, że tworzą razem udany związek. Wszystko się zmienia, kiedy były chłopak Darrena robi film o początkach ich znajomości. Darren i Joe zaczynają zastanawiać się, czy to, co ich łączy, jest tak ekscytujące i romantyczne, jak „Scen z gejowskiego małżeństwa", której akcja rozgrywa się dwa lata po zakończeniu pierwszej części. Główni bohaterowie w kolejnym związku napotykają nowe problemy, a jednym z nich będzie wyjątkowo przystojny masażysta. Para stanie przed trudnym dylematem - być dalej ze sobą, czy się rozstać?
Tomasz Jaworski / Gala. Jak wygląda życie gejowskiego małżeństwa? O tym w rozmowie z Joanną Cieślą opowiada reżyser operowy Michał Znaniecki, który w Hiszpanii wziął ślub ze swoim partnerem prof. Jonem Paulem Laką. Joanna Cieśla: Jak wygląda życie pary, która w jednym kraju jest małżeństwem, a w innym uznawana jest za
Rick Fruech (czyt. również: „Ewangelia tradycyjnego małżeństwa„) Istnieją tylko dwa królestwa: królestwo światłości i królestwo ciemności. Nie ma strefy szarej i nikt nie może stać okrakiem na obu naraz. Jedyną drogą, aby wejść do Królestwa Bożego jest osobista wiara w Pan Jezusa Chrystusa i przeżycie nowego narodzenia. Ewangelia Jezusa Chrystusa jest kluczem, który otwiera te drzwi. Miliony próbowało wejść przez inne drzwi i miliony doszły do wniosku, że udało im się; niemniej w chwili śmierci z pewnością odkryją, że zostali zwiedzeni i ostatecznie stracili swoje dusze. Czy jednak, jako wierzący uczniowie Chrystusa i obywatelek Królestwa Bożego, szukamy aprobaty ludzi. Czy, w tym samym kontekście, jesteśmy zainteresowani tym, jakimi prawami kieruje się królestwo ciemności, rządząc swoim królestwem? Nie ma żadnego wspólnego gruntu, a wielokrotnie to, co wydaje się wspólne dla obu królestw, jest subtelnie i sprytnie wykorzystywane jako Koń Trojański, który wprowadza całe zamieszanie wśród Bożych ludzi. Często bywa tak, że Boży lud jest tak rozproszony tymi sprawami, że dosłownie zostawia ewangelię. Człowiek o rozdwojonej duszy jest niestały na swoich drogach. Nikt nie może dwóm panom służyć. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych ma w tym tygodniu zdecydować w sprawie gejowskiego małżeństwa. Podczas gdy to się dzieje, miliony wyznających wierzących jest nie tylko pochłoniętych tą sprawą, lecz wielu przewiduje narodowe nieszczęście, jeśli sąd podejmie niebiblijną decyzję. W ten sposób w zasadzie stwierdzają, że pomimo tego że w całym kraju miliony ludzi uprawia seksualne grzechy wszelkiego rodzaju, jeśli to, co robią dwaj mężczyźni, zostanie nazwane „małżeństwem” to Bóg się wkurzy. Czy my, jako wierzący, staramy się przypodobać ludziom? Wiele lat temu, stało się oczywiste, że ludzie zostawiają swoich współmałżonków i twierdzą, że nigdy nie byli w związku małżeńskim. W ten sposób pojawiła się potrzeba bardziej konkretnego, bardziej oficjalnego podejścia do małżeństwa. Tak więc, nacisk kulturalny spowodował, że kapłani i duchowni odprawiają ceremonie i podpisują oficjalny dokument, uznawany przez rząd. Generalnie w taki właśnie sposób doszliśmy na zachodzie do konstruktu zwanego tradycyjnym małżeństwem. Powód dla którego kościół poszedł za tym wszystkim był i nadal jest przede wszystkim finansowy. Dziś kręci się to wokół podatków i możliwości otrzymania sprawiedliwej ugody rozwodowej. Lecz ostatecznie kościół zawiera małżeństw w taki sam sposób, jak świat, i, niestety, kościół udziela rozwodów w taki sam sposób jak świat. Niech to będzie jasne: rząd nikogo nie zmusza do „zawarcia małżeństwa”. Możesz stanąć przed grupą wierzących i starsi mogą przyjąć od was przysięgę i ogłosić was małżeństwem przed Bogiem bez jakiegokolwiek rządowego zatwierdzenia, lecz w ten sposób rezygnujesz z pewnych korzyści podatkowych, i podobnie jak w przypadku rozwodu, napotkasz na pewne problemy. Niemniej, gdy chodzimy przed Jezusem w Królestwie Bożym, zostaliśmy powołani do tego, aby być solą i światłem, abyśmy, używani przez Boga, przyciągali ludzi do Ewangelii. Jesteśmy na tym świecie, lecz nie z tego świata. W jaki więc sposób my, jako wierzący, powinniśmy angażować się w tworzenie praw w królestwie ciemności? Wiemy, że Bóg uczy nas, że małżeństwo jest zawierane między mężczyzną i kobietą, a konkretniej, między uczniem i uczennicą Jezusa, To jest rodzina według Nowego Przymierza. Lecz czy wewnątrz królestwa ciemności i pośród tych, którzy odrzucają Chrystusa, Bóg oferuje jakieś gruntowne prawa? Czy Bóg akceptuje i nakazuje małżeństwo między dwoma czcicielami Szatana? Między muzułmanami? Między parą ateistów? Pytam się was: jaki podacie powód dla którego Bóg ma zaakceptować i przyjąć małżeństwo dwojga związanych przez piekło grzeszników? Jakże dwoje całkowicie upadłych przeciwników Boga może mieć uświęcone małżeństwo? Odpowiedź brzmi: w Bożych oczach nie mogą. Wszystko, cokolwiek nieodkupiony grzesznik czyni jest upadłe i nie ma w tym żadnej sprawiedliwości. Nie jest on w stanie uczynić czegokolwiek, co byłoby do przyjęcia w Bożych oczach. Tak więc małżeństwa, które są zawierane poza Królestwem Bożym są tylko małą częścią upadłej kultury. Nie mogą on być przyjęte przez Boga, a w świetle tego, my, jako wierzący, musimy zawsze patrzeć na królestwo ciemności z odkupieniem na widoku, a nie z zamiarem poprawiania ich zachowania bez Chrystusa. Właśnie na tej zasadzie Kościół popełnia błędy i z powodu tego błędu skonstruowaliśmy coś konkurencyjnego dla Ewangelii. Nacjonalizm i pragnienie umoralniania upadłej kultury zastąpiło Wieki Nakaz, a żeby utrzymać cienką warstwę pobożności na ziemskiej misji, kościół uchwycił się i nauczał tego, że Ameryka jest pewnego rodzaju nowotestamentowym Izraelem, nawet jeśli nie chcemy tego ująć w taki sposób. Wszystko to powiedziałem po to, aby zapytać: Jakie znaczenie ma to wszystko, co robi królestwo ciemności, dla królestwa Bożego? Geje, mężczyźni i kobiety, mogą żyć ze sobą razem i robić cokolwiek zechcą, dlaczego więc wyraz „małżeństwo” wzbudza tyle energii u wierzących? Świat może kaczkę nazywać krową, lecz nadal będzie to kaczka. Cała sfera grzechu, a w szczególności grzechu dotyczącego spraw seksu, tak jak jest praktykowana w świecie i jakie świat ma na ten temat przekonanie, jest całkowitym pomieszaniem i rządowe starania o to, aby stało się to wszystko bardziej do przyjęcie jest zupełnie bezużyteczne przed Bogiem i powinno być nieistotne dla tych, którzy idą za Jezusem. Świętość małżeństwa jest w chaosie zarówno wewnątrz jak i poza kościołem, lecz to, co świat określa jako moralne i do przyjęcie nie ma żadnych konsekwencji dla kościoła. Upadłe jest upadłe. Zdeprawowane jest zdeprawowane. My nie możemy przyjąć definicji małżeństwa jaką proponuje świat, lecz nie jest to też nasze pole walki. Niech Sąd Najwyższy uprawomocni małżeństwa gejów. Niech poszczególne stany głosują za przyjęciem takich małżeństw. Nie zmienia to w niczym Słowa Bożego i nie powinno nas powstrzymywać przed dzieleniem się i życiem ewangelią Jezusa Chrystusa. Nie prowadzimy wojny z ciałem ani z rządem. Walczymy z mocami ciemności w okręgach niebieskich, których pragnieniem jest potępienie dusz ludzkich, gejów i normalnych. Gejowskie małżeństwo zbliża się i niemal już tu jest. Jedną z najbardziej diabolicznych strategii złego jest przekonać ludzi, że jeśli tylko są przeciwni małżeństwom gejów, są prawi przed Bogiem i mają życie wieczne. Niemniej w każdej sytuacji i we wszystkim co do tyczy tych spraw odpowiedź zawsze będzie taka sama: kto ma Syna ma żywot, kto nie ma Syna, nie ma żywota. Nie walczmy w bezużytecznych bitwach, lecz wyjdźmy poza obóz, znosząc pohańbienie Jego i dzieląc się odkupieńczą miłością Boga, przez naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Polityczne dążenia dotyczące moralności, bez względu na to z której strony się pojawiają, nie tylko są puste, lecz są ewangelią przeciwnika. Plik Morderczy prześladowca.jpg na koncie użytkownika xhavier.jauan • folder Morderczy prześladowca • Data dodania: 30 paź 2020 Mniej niż Madonna, więcej niż Obama i Gorbaczow - poseł Janusz Palikot ostatnio wycenił swój wizerunek na 10 mln złotych. Taką sumę mógłby podobno zainkasować za występ w reklamie napoju, szamponu do włosów lub piwa. Urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych w ciągu roku zdołał na swoim wizerunku zarobić marne 2 mln dol., tyle bowiem wyniosły przychody ze sprzedaży jego autobiografii. Jeszcze słabiej poradził sobie Michaił Gorbaczow, były przywódca Związku Radzieckiego, który za pojawienie się w reklamie Louis Vuitton dostał, jak sam twierdzi, poniżej 1 mln dolarów. I choć według specjalistów z branży reklamowej Palikot miałby marne szanse na wyciągnięcie choćby połowy swojej stawki od reklamodawców, to trudno nie zauważyć, że świat polityki coraz śmielej wkracza na terytorium popkultury i komercji, zarezerwowane dotychczas dla gwiazd show-biznesu. W Polsce reklam z udziałem polityków na razie co prawda nie mieliśmy, ale posłowie występowali już w programie rozrywkowym TVN-u "Taniec z gwiazdami" (poseł LPR Krzysztof Bosak i posłanka Samoobrony Sandra Lewandowska), otwarcie opowiadali w mediach o życiu prywatnym (posłanka Renata Beger i były premier Kazimierz Marcinkiewicz) i pozowali do lifestylowych sesji fotograficznych (Joanna Mucha jako Lara Croft czy Wojciech Olejniczak w rozpiętej koszuli). Politycy pozazdrościli popularności celebrytom i chcą choć na chwilę ogrzać się w blasku reflektorów - nieliczni wykorzystują media, umiejętnie ocieplając tylko swój technokratyczny wizerunek. Większość jednak gubi się w celebryckim blichtrze, traci kontrolę nad spragnionymi wciąż nowych rewelacji mediami i w ten sposób naraża na śmieszność siebie i swoje otoczenie. - W przypadku politycznych wizerunków mamy obecnie do czynienia z walką dwóch modeli. Poważnego, niedostępnego męża stanu w stylu braci Kaczyńskich oraz chłopaka z sąsiedztwa, kumpla wszystkich ludzi, jakim chciałby być premier Tusk. Tabloidowe występy wielu polityków to właśnie efekt nieumiejętnego skłaniania się ku tej drugiej opcji - tłumaczy Wiesław Godzic, medioznawca. Jak ważna jest dziś umiejętność pozytywnego pokazania się w mediach, nikogo nie trzeba przekonywać. W Stanach Zjednoczonych po wygranych wyborach prezydenckich jednym z kluczowych zagadnień PR-owych jest wybór psa, który zamieszka w Białym Domu. W Polsce wizerunek nawet najbardziej niechętnych mediom polityków ocieplają w prasie rodzina i przyjaciele: posłanka Szczypińska opowiada o romantycznej przyjaźni z Jarosławem Kaczyńskim ("Wysokie Obcasy" 2006 rok), a matka braci Kaczyńskich wspomina dzień narodzin jej synów ("Viva" 1/2007). Umiejętność wiązania krawata to obecnie za mało, by polityk był dobrze postrzegany czy w ogóle dostrzegany przez media. Joanna Mucha, posłanka PO, dziś trochę żałuje sesji zdjęciowej w przebraniu Lary Croft, bohaterki filmów przygodowych i gier komputerowych. Przyznaje jednak, że sprawami merytorycznymi trudno przyciągnąć zainteresowanie prasy. - To smutne, że pilotowany przeze mnie projekt promowania profilaktyki zdrowotnej kobiet przeszedł całkiem bez echa, choć starałam się z nim zapoznać dziennikarzy, a pierwszy w mojej karierze lifestylowy wywiad i sesja komentowane były przez wszystkich. No, ale niestety, takimi prawami rządzi się świat mediów - mówi Joanna Mucha. Jej partyjny kolega, Janusz Palikot, już dawno odkrył tę prawidłowość i konsekwentnie wykorzystuje ją w promowaniu siebie i swoich przedsięwzięć. Szokowanie, wyśmiewanie i przekraczanie granic stało się wizytówką lubelskiego posła. Orężem w walce z przeciwnikami politycznymi są gadżety: sztuczny penis, pistolet, minibutelki z alkoholem, słynne "małpki" czy świński łeb. Trudno odmówić Palikotowi wirtuozerii PR-owej - jego wizerunek medialny to wypadkowa inteligencji, poczucia misji oraz silnej, nietuzinkowej osobowości posła. - Janusz Palikot nie jest postacią sztucznie wykreowaną. On po prostu jest sobą. Spraw ważnych nie umie owijać w bawełnę. Sam wymyśla, jak mają wyglądać konferencje prasowe, my jako agencja wspieramy go tylko narzędziowo - tłumaczy Anna Rosiek z agencji marketingowej Look At współpracującej z Palikotem. Ale to agencja podsunęła mu pomysł na stworzenie bloga. Dopóki był szefem komisji Przyjazne Państwo odpowiedzialnej za wychwytywanie i usuwanie absurdów w przepisach gospodarczych, zachowanie tego byłego biznesmena genialnie wpisywało się w misję przedsięwzięcia, przysparzając jednocześnie zwolenników jego partii. Według wewnętrznych badań Platformy Obywatelskiej aż 15 proc. elektoratu PO to fani lubelskiego posła. Jednak za przekraczanie granic obyczajowych, dobrego smaku czy choćby wrażliwości, w polityce się płaci. Palikot nie jest już szefem słynnej komisji. - Poseł chyba trochę się w tym wszystkim zapętlił i zwyczajnie opatrzył. Teraz już nie bardzo wiadomo, o co walczy. Wcześniej wyśmiewał absurdy, teraz zmierza w niezbyt ciekawą stronę czystej satyry na wszystko - mówi Godzic. Sam zainteresowany uważa się jednak za mistrza uprawiania nowego rodzaju polityki, tzw. pop-polityki. Taki tytuł nosi książka jego autorstwa, która w lipcu trafiła do księgarń. Do pop-polityków Palikot zalicza premiera Włoch Silvio Berlusconiego i prezydenta USA Baracka Obamę, który w tym roku znalazł się nawet na liście 100 najwyżej cenionych celebrytów według "Forbesa". W "Pop-polityce" jest wywiad rzeka Palikota z samym sobą, wyjaśniający motywy i sposób jego działania. - Dziś, po laptopie Ziobry, zdjęciach Muchy, koncie bankowym Kaczyńskiego, świńskich tyłkach i klacie Olejniczaka, gęgacze ze starej elity politycznej powinni już zrozumieć, że polityka przeszła do języka multimedialnego - tłumaczył Palikot w wywiadzie dla dziennika "Polska". Wielu już to zrozumiało, zresztą nie tylko po bliskiej Palikotowi stronie sceny politycznej. Takim politykom jak bracia Kaczyńscy czy ich spin doktorzy: Michał Kamiński, Adam Bielan i Jacek Kurski zwany bulterierem, nie trzeba dwa razy powtarzać, jak ważny jest cięty język, rzucone w odpowiednim momencie oskarżenie i łatwość występowania przed kamerą. Wystarczy jeden zgrabny bon mot lub sensacyjna informacja, żeby media przez cały dzień odmieniały przez wszystkie przypadki nazwę partii i nazwisko posła. Tak było, kiedy w czasie wyborów prezydenckich w 2005 r. Kurski opowiadał o dziadku Donalda Tuska, którego wcielono do Wehrmachtu. Co prawda za tę historię na chwilę wyrzucono go z partii, ale wkrótce tryumfalnie powrócił i został członkiem komitetu politycznego PiS-u oraz sejmowej komisji śledczej badającej naciski polityczne na służby. Jego kolejnym popisem stało się orędzie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie traktatu lizbońskiego - w tle muzyka z serialu "Polskie drogi", migające sceny z gejowskiego ślubu i chwile politycznego tryumfu prezydenta. I znowu medialny szum na kilka dni. Choć PiS i PO politycznie się zwalczają, w kwestiach marketingu politycznego mają tych samych idoli. Kampania wyborcza Baracka Obamy tak zainspirowała posła Edgara Gosiewskiego z PiS-u, że namówił kolegów na otwarcie partyjnego serwisu społecznościowego. Co wyniknie z jego multimedialnych eksperymentów, jeszcze nie wiadomo. Wiadomo natomiast, jakie są skutki pewnego romansu. - Kochasz mnie, Kazimierz? - pyta zalotnie 28-letnia Isabel odziana w nowo kupioną różową bluzeczkę. - Bardzo - mruczy zmysłowo 50-letni Kazimierz Marcinkiewicz, były premier. Nagranie tej prywatnej wymiany zdań nie było co prawda przeznaczone do emisji, ale pracownicy londyńskiego studia TVN włączyli kamery jeszcze przed rozpoczęciem programu "Magazyn 24 godziny", a to, co udało im się uchwycić, zamieścili na portalu YouTube. Z filmiku, który do tej pory obejrzał ponad milion internautów, możemy się dowiedzieć że narzeczona byłego premiera ma fajną nową koszulkę i potrafi zadrzeć nogę obutą w kozaczki na wysokość biurka. Najgorętsza polityczna para ostatnich miesięcy zrobiła z siebie pośmiewisko. Być może nie doszłoby do tego, gdyby wcześniej Marcinkiewicz nie dopuszczał tak chętnie mediów do wydarzeń w jego życiu prywatnym. - Wykazał się totalną nieporadnością i brakiem wiedzy o funkcjonowaniu nowoczesnych mediów. Nawet celebryta, a tym bardziej aspirujący do tego miana polityk, musi wiedzieć, jakie są granice pokazywania prywatności. Dał brukowcom palec, a teraz się dziwi, że chcą całą rękę - komentuje Wiesław Godzic. Rzeczywiście, wcześniej Marcinkiewicz chętnie opowiadał o nowym związku w tabloidach i telewizji: o odejściu od żony i czworga dzieci i o tym, jak rozwijała się jego znajomość ze znacznie młodszą Isabel. Wizerunek byłego premiera to swego rodzaju novum w polskiej polityce, dotychczas bowiem żaden polityk zajmujący tak wysokie stanowisko nie zapędził się tak daleko na terytorium celebrytów i skandalistów. Była posłanka Samoobrony Renata Beger opowiadała co prawda o pożyciu z mężem, ale nigdy przy tym nie ukrywała swoich prostych, chłopskich korzeni, nie forsowała też wizerunku inteligenta konserwatysty. Nawet Andrzej Lepper, pionierski na polskiej scenie politycznej wytwór medialnego geniuszu i wsparcia spin doktorów, niechętnie mówił o życiu prywatnym. Jeszcze kilka lat temu amerykański satyryk Jay Leno wyśmiewał się z medialnych wpadek kongresmenów, twierdząc, że polityka to taki show-biznes dla brzydkich ludzi. Jego słowa powoli okazują się proroctwem. Oby tylko w przerwie na medialny lans politycy znaleźli jeszcze chwilę na pracę nad ulepszaniem państwa.
Sceny z życia małżeńskiego (ang. Scenes from a Marriage) to miniserial stacji HBO, który jest oparty na szwedzkim serialu Ingmara Bergmana z lat 70. Produkcja przedstawia historię miłości, nienawiści, pożądania, monogamii oraz małżeństwa przez pryzmat współczesnej amerykańskiej pary.
Edit Jump to: Release Dates (5) Also Known As (AKA) (6) Release Dates USA 21 September 2012 (South Texas Underground Film Festival) USA 20 October 2012 (Seattle Lesbian & Gay Film Festival) USA 27 November 2012 (DVD premiere) Germany 24 September 2015 (DVD premiere) Poland June 2017 (internet) Also Known As (AKA) \n (original title) Scenes from a Gay Marriage Germany Geschichten aus Nachbars Bett
. 17 512 574 525 444 202 709 615

sceny z gejowskiego małżeństwa